Nowohucki Słoik i domowy obiad, czyli opowieść o smaku

DSC05258

Domowe obiady… Któż nie ma do nich słabości? Nie oszukujmy się – każdy kocha wdupcać pyszne, ciepłe i aromatyczne jadło. Nie jesteśmy wyjątkiem – na myśl o niedzielnym rosole od razu mamy ochotę się zachlać w sobotę tylko po to, by w pełni móc poczuć zbawienną moc tejże zupy, a wizja idealnego schabowego sprawia, że mogłybyśmy przez tydzień pożerać naręcza sałaty. Jaki z tego wniosek? Domowe obiady to zjawisko godne największego poświęcenia.

Pewnego styczniowego dnia, po intensywnych godzinach nicnierobienia, dopadł nas głód, a jak głód, to i stres. Sytuacja powoli zaczęła wymykać się spod kontroli, emocje rosły, żołądki się kurczyły – trzeba było działać! Burgery, pizza czy kanapki z mięsem nie zdołały rozpalić naszej kulinarnej fantazji, postanowiłyśmy więc ratować się klasyką.

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
„Co na obiad?!”

Kulinarne olśnienie

Po kilku minutach nas olśniło – jedynym miejscem, które tego dnia mogło nam zaserwować niezmąconą radość weekendowego wdupcania była nowa miejscówka o genialnej nazwie Nowohucki Słoik. Szybka kalkulacja – liczenie piniądza, dzielących nas kilometrów i po chwili (znaczy się, po około trzech godzinach) pędziłyśmy nowym, czystym i nieobitym autem na bliskie spotkanie trzeciego stopnia z domowym obiadem w Nowej Hucie.

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
Nowohucki Słoik to całkiem przytulna miejscówka

W błędzie byłby ten, kto pomyśli, że Słoik to bar mleczny rodem z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku (ja w takich miejscach czuję się jak w domu) – wygłodniałych klientów nawiguje dupny szyld, który obiecuje smaczną kuchnię. Na wnętrze również nie ma co narzekać, jest bowiem przytulnie, schludnie i prosto. Nie przyszłyśmy jednak tam zachwalać przymiotów stołów czy krzeseł – naszym celem było dorwanie się do korytka, więc od razu popędziłyśmy do sympatycznej obsługi złożyć zamówienie.

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
Miejsca nie ma wiele, warto zrobić rezerwację

Czas trudnych wyborów

Menu obiecywało wiele, a my pożerałyśmy je oczami. Pierwsza wersja planu zakładała zamówienie wszystkiego, co jadalne, zabarykadowaniu się przy stoliku i nieustanny ostrzał wrogimi spojrzeniami każdego, kto się do nas zbliży lub spojrzy na nasze dania (wiecie, taka przyczajka – niby obczajasz wolny stolik, a tak naprawdę głowa się kręci dookoła i namierzasz na stołach obiekt swego mrocznego pożądania). A. jednak delikatnie zwróciła uwagę, że chyba mnie podupcyło, musiałam się zatem zadowolić obiadem w liczbie sztuk jeden.

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
Menu dobrze rokuje

Do mojej drużyny trafiło danie dnia, czyli rosół, kotlet de volaille, frytki i surówka. Jak wielkie było nasze rozczarowanie na wieść o tym, że brakło rosołu, wie tylko ten, kto doświadczył na domówce braku alkoholu i zablokowanej karty, która uniemożliwia zrobienie zapasów w pobliskim sklepie całodobowym, który akurat tego wieczora był nieczynny. Załamka, żałoba, lęk przed tym, co życie dalej przyniesie… Na szczęście obsługujące nas Panie sprawiły, że w naszych sercach rozbłysła odrobina nadziei, a rosołowy lęk separacyjny odszedł w niepamięć – mogłyśmy bowiem spróbować pomidorowej. Z ryżem. Życie znowu stawało się piękne.

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
Tu miał być rosół

Jeśli chodzi o obiadową ekipę A., to zdecydowała się ona zaprosić do niej tylko drugie danie – roladka schabowa z pieczarkami. Zupy nie brała, no i dobrze, bo i tak wdupcałyśmy ją na spółkę (tak, taką porcję dostałyśmy). Całość naszego zamówienia została zwieńczona – a jakże – kompotem w słoikach.

W końcu dotarł nasz obiad!

Po chwili robiłyśmy stretching żołądka, ciamkając zupę. Powiem tyle – właśnie tak powinna smakować domowa pomidorowa! Idealna konsystencja, świetny smak – ryż tyż dał radę. Dawno nie jadłam na mieście tak dobrej pomidorowej. Niech żyją zupy, niech żyje Nowa Huta, niech żyje Nowohucki Słoik!

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
Pomidorowa… Niebo w gębie!

Choć na obiad przyszło nam czekać nieco dłużej niż na pierwszy element kulinarnej układanki, wcale nam to nie przeszkadzało. Wkrótce na naszym stoliku wylądowały dania główne, no i cóż… Powiedzmy to sobie wprost – nie takiego kotleta de volaille oczekiwałyśmy. Nastawiałyśmy się na przeciętny kawałek mięsa, a tymczasem to była smakowa petarda! Maestria, wirtuozeria, majstersztyk – Grażyna, no miazga totalna! Choć ten kotlet nie jest daniem wymagającym jakiejś kulinarnej supermocy, to jeśli się ktoś bardzo postara, może go zdupcyć. Na szczęście, istnieje również odchylenie normy w tę pozytywną stronę, czego najlepszym dowodem jest kulinarna interpretacja słoikowej ekipy. Idealnie chude mięso, z idealnie dobranymi przyprawami i idealnie chrupiącą panierką. Czego chcieć więcej? Kotlet de volaille to gwiazda na firmamencie naszych żołądków, zaś A. pokusiła się o stwierdzenie, że to najlepszy kotlet de volaille jaki jadła. Czort wie, może to i prawda, skoro przez całe życie wpieprza same oscypki?

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
Kotlecie, skradłeś nasze serca

Jeśli chodzi o wybraną przez A. roladkę, to do mnie jakoś nie przemawiały pieczarki. Dziewczę się jednak uparło, bo grzyby uwielbia i gdy je zbiera w górskich lasach, wśród rwących potoków, to na kilka koszyków trafia się jej tylko kilka „takich dziwnych”. Potem jeśli goście zaczynają sinieć i się krztusić, to znaczy że po prostu są niewychowani i więcej nie zostaną zaproszeni na grzybową. Trudno się zatem dziwić, że grzyby nie są składnikiem, na myśl o którym ocieram z oczu łzy wzruszenia. Z pewną dozą nieśmiałości spróbowałam kęs i nie było to złe. A. zajadała danie ze smakiem, lecz na koniec zgodnie stwierdziłyśmy, że jednak niekwestionowanym królem wszystkiego (nie wyłączając najodleglejszych od ziemskiego globu galaktyk) jest de volaille. Mięso z pieczarkami smaczne, ale nie oderwało nas granatem od kulinarnej przewidywalności.

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
Grzyby w tym mięsiwie były całkiem smaczne

Jeśli chodzi o kompot, to pewnie nikogo nie zaskoczymy stwierdzeniem, że jest on naturalny, klasyczny i przepyszny. Dodał nam +5 do zdrowia i +55 do charyzmy za sprawą fikuśnych słoików, z których to go żłopałyśmy.

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
Kompot smaczny, zdrowy jest i tani

Zanim się zebrałyśmy, postanowiłyśmy jeszcze spróbować szarlotki, która niewątpliwie stanowi kulinarne wytłumaczenie tego, dlaczego Ewa w raju zajumała jabłko – po prostu zachciało się jej ciasta z tymże owocem. Ekipa z Nowohuckiego Słoika to potwierdza, bowiem ich szarlotka jest grzechu warta! Jak ona filuternie spogląda zza szklanej witryny – to esencja radości, jaką daje jabłko, zamknięta w pięknej formie. Ciasto jest naprawdę doskonałe – potwierdziła to również A., która jeśli o wypieki idzie, niezwykle wybredną bestią jest i nie rzuca się na pierwsze lepsze.

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
Szarlotka, smak i zapach dzieciństwa

Nowohucki Słoik pozytywnie zaskakuje

Po pożarciu tego, co pożarte być miało i kilku głębszych wdechach byłyśmy gotowe wracać do smutnej rzeczywistości, w której większość knajp serwuje smutne zupy i tragikomiczne kotlety. Nowohucki Słoik to miejsce, w którym wszystko jest tak, jak być powinno. Jedzenie cieszy, obsługa jest miła, a goście czują się jak na niedzielnym obiedzie u ukochanej cioci, która na widok pałaszujących obiad bliskich delikatnie uśmiecha się pod wąsem. Słoiku, jeszcze do ciebie wrócimy!

Nowa Huta i Nowohucki Słoik, czyli domowy obiad
Dla tej szarlotki warto jechać kilka kilometrów
Smacznego!Share on Facebook59Share on Google+0Tweet about this on Twitter

More about M.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *